Najlepsze westerny. Jakie filmy o Dzikim Zachodzie warto zobaczyć?

Autor dodano 31 stycznia 2017

Podobno western w ostatnich latach ma się w kinie słabo. Nie znaczy to, że od czasu do czasu nie pojawi się jakiś westernowy hit, jak to było z tarantinowskim „Django” czy „Prawdziwym męstwem” braci Coen. Faktem jest jednak, że historie o Dzikim Zachodzie nie święcą już tak spektakularnych tryumfów jak w złotych latach kina. Warto mimo to pamiętać o westernach i powracać do najlepszych przedstawicieli tego filmowego gatunku. Tylko właśnie, które są te najlepsze?

1. Rio Bravo

Przed erą tak zwanych spaghetti westernów, które wprowadziły większy relatywizm moralny i większy realizm w ukazaniu twardych warunków życia na Dzikim Zachodzie, panowały czasy, gdy w filmach tego typu mieliśmy klarowny podział na dobro i zło, szlachetnych kowbojów i podłych rzezimieszków.

Właśnie z tej filmowej epoki wywodzi się „Rio Bravo”. Film oparto na jednym, prostym pomyśle – bohaterowie muszą przetrzymać przez kilka dni w areszcie bandytę, a jego ludzie będą starali się go uwolnić.

Nieskomplikowany, zdawałoby się, zamysł, wokół którego scenarzystka Leigh Brackett (która później pracowała między innymi przy „Gwiezdnych Wojnach”) i reżyser Howard Hawks potrafili osnuć ciekawą, bogatą w zwroty akcji historię, z której inspirację wiele lat później czerpał John Carpenter, kręcąc swój słynny „Atak na posterunek

Na uwagę zasługują nie tylko umiejętnie prowadzona akcja, obfitująca w chytre podstępy i energiczne strzelaniny, lecz również sympatyczne postacie, John Wayne w swojej życiowej formie, a także piosenka „My rifle, my pony and me”, z takim wdziękiem wyśpiewana przez Deana Martina.

2. Dolarowa Trylogia

Clint Eastwood jako człowiek bez imienia w kultowej trylogii Sergia Leone. To te trzy filmy – „Za garść dolarów”, „Za kilka dolarów więcej” oraz „Dobry, zły i brzydki” – przyczyniły się do popularyzacji spaghetti westernów.

Filmy z relatywnie niskim budżetem, ukazywały świat Dzikiego Zachodu bez upiększeń, ciężki klimat rozjaśniając co najwyżej mocno czarnym humorem, a ich bohater, w którego z takim powodzeniem wcielił się Eastwood, nie był już szlachetnym kowbojem czy nieustraszonym szeryfem, lecz najemnikiem stającym po stronie tego, kto więcej zapłaci.

3. Pewnego razu na Dzikim Zachodzie

Kolejne dzieło Leone to coś w rodzaju epickiego, ponad trzygodzinnego fresku, odmalowującego realia trudnego amerykańskiego życia. To z tego filmu pochodzi kultowa postać człowieka z harmonijką (jak widać, Leone miał jakąś dziwną skłonność do zaludniania swych filmów bezimiennymi bohaterami).

Film snuje się w naprawdę wolnym rytmie, który jednych widzów znudzi, a dla innych będzie wręcz hipnotyzujący. Co najbardziej zostaje w pamięci po seansie? Z pewnością dobre role Charlesa Bronsona, Henry’ego Fondy czy Claudii Cardinale oraz znakomita muzyka – Ennio Morricone skomponował tu dzieło swojego życia.

4. Jak zdobyto Dziki Zachód

To opowieść, będąca swoistym przekrojem historii Dzikiego Zachodu. Śledząc dzieje jednej rodziny poznajemy losy kształtujących się dopiero Stanów Zjednoczonych.

To sprawia, że w zasadzie ogląda się to jak kilka filmów w jednym, co zapewnia widzowi różnorodność doznań. Mamy tu bowiem zarówno klasyczną opowieść z czasów traperów i Indian, jak i wycinek kina wojennego poświęconego wojnie secesyjnej, i wreszcie typowy western o szeryfie i bandycie. Każdy miłośnik historii rodem z Dzikiego Zachodu znajdzie więc w tym filmie ten typ westernu, który lubi najbardziej.

5. Bez przebaczenia

W latach dziewięćdziesiątych western na krótką chwilę wrócił w wielkim stylu, dzięki Clintowi Eastwoodowi. Okazał się on godnym spadkobiercą Leone – film ma wyraźnie ten sam styl, co stare, dobre spaghetti westerny. Mamy tu ten sam moralny relatywizm i surowość, przetykaną jedynie z rzadka czarnym jak smoła humorem.

Eastwoodowi na ekranie partnerują tak znakomici aktorzy jak Morgan Freeman i Gene Hackman, zaś sam film został doceniony przez krytyków, co zaowocowało czterema Oscarami.