Zęby, czyli od próchnicy dinozaurów po kata dentystę
Zęby psują się od słodyczy – takie zdanie powtarzają dzieciom dorośli od lat, jednak w rzeczywistości próchnica ma znacznie dłuższą historię niż można by się spodziewać. Z pomocą w określeniu początków zębowych problemów przychodzą nam archeolodzy. Z ich badań można wysnuć wnioski, że jest ona starsza niż istnienie człowieka na kuli ziemskiej.
→ Próchnica dinozaurów
→ Pierwsze szczoteczki
→ Leczenie
→ Popularny średniowieczny zawód
→ Na wesoło
Próchnica dinozaurów
Archeologia to szlachetna dziedzina, która pozwala nam znaleźć ciekawe argumenty w rozmowie z rodzicami. Kiedy następnym razem powiedzą Ci, że od kolejnego cukierka dostaniesz próchnicy, odpowiedz im, że dinozaury też ją miały – kilka milionów lat przed wymyśleniem cukierków. Skamieniałe szczątki gadów z mezozoiku wykazują charakterystyczne ubytki w uzębieniu, które paleontolodzy interpretują jako skutek procesów próchniczych. Przyczyny leżały nie w diecie bogatej w cukry, lecz w bakteriach zasiedlających jamę ustną oraz mechanicznych uszkodzeniach szkliwa podczas polowań lub żucia twardego pokarmu.
Również nasi najstarsi przodkowie borykali się z tym problemem. Ich szczątki dostarczają nam informacji, że już w epoce kamienia próbowano radzić sobie z bólem, wydłubując lub wybijając zepsuty ząb. Znaleziska z jaskiń neandertalczyków pokazują ślady prymitywnych interwencji chirurgicznych – ostrymi kamieniami usuwano gnijące resztki korzeni, co przynosiło ulgę, choć bez znieczulenia musiało być torturą.

Pierwsze szczoteczki
Ludzie już 5 tysięcy lat temu zaczęli dbać o higienę jamy ustnej. Hindusi używali w tym celu miękkich gałązek, których końce były rozwidlone – najczęściej pochodzących z drzewa neem, bogatego w naturalne substancje antybakteryjne. Wybierano zwykle rośliny, które miały właściwości bakteriobójcze, co stanowiło pierwsze świadome połączenie czyszczenia mechanicznego z działaniem chemicznym.
Nieco bardziej zaawansowane szczoteczki, które choć trochę przypominają współczesne, można było spotkać w Grecji i Rzymie. Rzymianie stosowali włosie końskie lub szczeciny zwierzęce przymocowane do drewnianych trzonków. Popularne było również pocieranie zębów kredą lub sodą oczyszczoną, czasem wzbogacaną o sproszkowane kości lub muszle, co miało działanie ścierające i wybielające. Pierwsze współczesne szczoteczki powstały natomiast w Chinach na przełomie XIV i XV wieku – włosie z karku świni osadzano w rękojeściach z bambusa lub kości. Nie były może tak dokładne jak ich nowoczesne, elektryczne odpowiedniki, jednak świetnie spełniały swoją funkcję, a schemat konstrukcyjny przetrwał stulecia.
Leczenie zębów w starożytności i średniowieczu
W starożytnym Egipcie znano już metodę plombowania zębów. Wiemy o tym, ponieważ odnalezione przez nas mumie posiadają uzupełnienia ze złota lub innych metali, czasem wzmacniane żywicami roślinnymi. Egipcjanie łączyli mistycyzm z praktycznym podejściem – choroby zębów przypisywali złym duchom, ale równocześnie opracowali receptury na pasty łagodzące ból, oparte na miodzie, kadzidła i minerałach.
Warto wspomnieć również o tym, że szlachetną sztuką stomatologii zajmowali się również tacy antyczni celebryci jak Hipokrates czy Arystoteles. W swoich traktatach opisywali techniki ekstrakcji zębów, leczenia zapalenia dziąseł oraz stosowania opiatów jako środków przeciwbólowych. Nie jestem jednak pewien, czy chcielibyście skorzystać z ich usług, ponieważ sterylność zapewniali sobie za pomocą ognia, a narzędzia, których używali, były właściwie takie same, jakie wykorzystywali rzeźnicy i cieśle – szczypce, haki i dłuta.
W kontekście współczesnej implantologii stomatologicznej warto zauważyć, że już starożytni podejmowali próby zastępowania utraconych zębów – Fenicjanie wytwarzali protezy z kości słoniowej powiązane złotym drutem z sąsiednimi zębami, co stanowiło protoplastę dzisiejszych rozwiązań.
Popularny średniowieczny zawód
Wyrywanie zębów było profesją potrzebną i popularną w czasach średniowiecza. Zajmowali się tym jednak nie tylko chirurdzy, którzy byli do tego najlepiej przygotowani, lecz wszyscy, którym udało się zdobyć narzędzia. Można więc było wybrać się do kowala w celu podkucia konia, a przy okazji wyrwać sobie zęba – kuźnia oferowała gotowe szczypce i silne ramiona, co w tamtych czasach wystarczało za kwalifikacje.
Profesje, które się tym trudniły, były zarówno śmieszne, jak i straszne – dosłownie. W tamtych czasach nawet kuglarze i kaci dorabiali sobie do pensji w ten sposób. Jarmarczni balwierze wyciągali zgniłe zęby przy akompaniamencie muzyki, która miała zagłuszyć krzyki pacjenta i przyciągnąć tłum. Kaci z kolei zdobywali doświadczenie na skazańcach – ich brutalna precyzja w posługiwaniu się narzędziami tortur przekładała się na pewność ruchu przy ekstrakcji, choć metody były niewiele delikatniejsze niż na szafocie.
Na wesoło – XIX-wieczna rewolucja w stomatologii
W XIX wieku wymyślono wiele przydatnych rzeczy, które znamy do dziś. Przede wszystkim powstały fotele dentystyczne – ich regulowana wysokość i oparcie pozwalały zarówno lekarzowi na wygodną pracę, jak i pacjentowi na nieco mniejszy dyskomfort. Pojawiły się także wiertarki, których dźwięku boicie się nawet w chwili czytania tego tekstu – pierwsze modele napędzano pedałem jak maszynę do szycia, a wiercenie jednego zęba mogło trwać godzinę.
Aby nieco złagodzić nieprzyjemne borowanie, zaczęto stosować jako znieczulenie eter… i gaz rozweselający – tlenek azotu szybko zyskał popularność jako środek łagodzący lęk i ból, choć zdarzały się przypadki nadużyć, gdy pacjenci domagali się „zabiegów” tylko po to, by doświadczyć euforii. Pod koniec tego wieku na półkach sklepowych znaleźć można już było pastę w tubce, która zastąpiła domowe mieszanki do pielęgnacji zębów, a także skorzystać z dobrodziejstwa promieni rentgenowskich, by prześwietlić swoje zęby – Wilhelm Röntgen wykonał jedno z pierwszych zdjęć RTG właśnie uzębienia, co otworzyło drogę do diagnostyki zmian niewidocznych gołym okiem.